|
|
You can see my heart beating... W sumie niewiele się zmieniło od poprzedniej notki. Naprawdę wolę nawet nie myśleć co może przynieść przyszłość. Najgorsze (albo najlepsze?) jest to, że sama przed sobą przestałam udawać, że jest ok., skoro nie jest. Ostatnio ciągle o tym myślę, nie mogę spać po nocach, a wstaję z bólem głowy, że po ścianach chodzę. >.< A to kretyńskie uczucie, że cały czas tracę cos bardzo ważnego mnie nie chce opuścić… Ogólnie to staram się pogodzić z sytuacją, chociaż nie powiem, żyłka mi prawie pęka jak patrzę potem na niektórych, no ale jak zwykle mogę sobie tylko posmędzić. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, mówią. Tylko jak więcej mleka nie ma…? „I znowu przyszło mi płakać, kiedy miałam się śmiać…” Blondasek ostatnio miał troszku nadmiar energii, toteż jeżdżąc w śnieżku czułam się jak na bombie zegarowej, zwłaszcza w galopie – Od razu ciepło mi było, mimo minusowej temperatury ;p Ciocia krzyczała, że super postawiony, zadem mało sobie zębów nie powybijał, jakby 140 szedł. Cóż, wiadomo, nie na darmo Blond Bystrzak. ;-) Na początku miałam wrażenie że zaraz mnie wytarga, jak Gamoń obok przegalopował – strasznie dziwne uczucie, galopować i nagle nie mieć nic na ręku, przód tak niby nisko a wysoko, bo postawiony, taka skumulowana energia, która zaraz ujdzie bokiem :P Wybitnie dobrze się widać czuł, chłopaczek. No i nawet nie myślałam, że ot taka kopertka już na mnie wrażenie nie zrobi, a jednak. Chyba chłopak z radości widział tam 150, bo tak wyskakiwał, że modliłam się żeby tylko dolecieć i wylądować w siodło a nie obok. Przynajmniej poćwiczyłam nie leżenie na szyi zaraz po skoku, bo Chłopak dalej wesoluni był. Ogólnie miło mi się na sercu zrobiło, że Blondasek taki teraz chętny do skoków – nastawi uszy i sam już chce, nie jak kiedyś – prawo, lewo co by tu zmalować. Tym bardziej, że jednak obecnie jeżdżę go max 2x w tygodniu. Co więcej? Święta. Odwilż. Deszcz.Pasuje jak ulał, nie ma co. O.o Kolejny rok przekonuję samą siebie, że tym razem będzie świetnie. Rodzinnie, ciepło. Tylko jak, no jak do cholery może tak być jak przy stole coraz mniej bliskich (Niektórzy na własne życzenie się ulotnili a teraz żałują i do słuchawek ryczą :/ Było myśleć wcześniej, kurna! :/) robienie prezentów już tak nie cieszy, a i uśmiechy po rozpakowaniu coraz mniej szczere. Podsumowania tegoż cudnego roku wolę nawet nie robić, bo jak to gdzieś napisałam przełomowe dno zostało osiągnięte gdzieś w okolicach maja/czerwca a potem to już tylko jazda w dół. Aha – hala się zawaliła, fajnie nie? Kurwa, żenua. Pomijając fakt, że ani razu nie było dane mi na niej jeździć i że nikt nie poczuwał się do tego, by odśnieżać dach owej boskiej konstrukcji, bo po co? *głupkowaty śmiech* Dobrze, że chociaż konie mają w to wszystko wylane i beztrosko hasają sobie na łąkach...
by moni, 2009-12-23, skomentuj (0)
Bianuszka,
Emma,
Ewcia,
Justyna,
Rogal,
Ziut
2009 grudzień listopad 2008 listopad październik kwiecień luty 2007 listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec styczeń 2006 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2005 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2004 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
|
|
![]() |